Wpływ integracji europejskiej na polską gospodarkę

Choć Polska przystąpiła do Unii Europejskiej w 2004 r., to proces integracji europejskiej wpływał na jej gospodarkę niemal od początku transformacji systemowej. Po podpisaniu 16 grudnia 1991 r. umowy stowarzyszeniowej przystąpienie do Wspólnot Europejskich stało się jasnym strategicznym celem polskiego rządu. Fakt ten podniósł wiarygodność Polski w oczach inwestorów i już wtedy pozytywnie wpływał na wzrost gospodarczy. 

Integracji europejskiej praktycznie nie da się oddzielić od transformacji systemowej, dlatego trudno jednoznacznie wyodrębnić efekty tego początkowego procesu, czyli ocenić różnicę między rzeczywistymi parametrami polskiej gospodarki a hipotetycznym scenariuszem, w którym Polska nie przystąpiłaby do Unii Europejskiej. 

Wielu ekonomistów podejmuje próby oceny wpływu integracji europejskiej na wzrost gospodarczy Polski, ale większość ostrożnie podchodzi do wyników własnych badań, podkreślając ich “kruchość”. Niemniej istnieje kilka znaczących publikacji na ten temat, dzięki którym możliwe jest wyliczenie poziomu rozwoju gospodarczego państwa w dwóch sytuacjach: 1) nieprzystąpienia i 2) wejścia do WE/UE. Część autorów1 wskazuje na istotne, pozytywne oddziaływanie uczestnictwa we WE/UE na rozwój kraju, szacując korzyści od 0,5 do nawet 2 p.p. PKB per capita rocznie. W perspektywie kilkunastoletniej oznacza to poważny wpływ na poziom dochodów ludności. Zgodnie z ostatnimi wyliczeniami dla wszystkich 17 państw, które przystąpiły do WE/UE w latach 1973–2004 (z wyjątkiem Grecji), ich członkostwo przyczyniło się do wzrostu PKB per capita i zwiększenia produktywności2. Największe korzyści osiągnęły kraje bałtyckie — Łotwa, Litwa i Estonia. Generalnie rzecz biorąc, gdyby nie integracja europejska, PKB per capita każdego badanego państwa byłby w ciągu pierwszych 10 lat od wejścia do UE niższy średnio o około 10%. 

Z opracowań, które uwzględniają Polskę, wynika, że członkostwo w UE ma dla naszego kraju zdecydowanie pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy. Gdyby Polska nie należała do UE, stopa wzrostu PKB byłaby o 2,2 p.p. niższa w ciągu trzech lat (od roku sprzed do roku po akcesji)3. Ważną rolę, oprócz tej związanej z handlem, odegrały środki unijne, których Polska była przez wiele lat największym beneficjentem. Według analiz ówczesnego Ministerstwa Rozwoju każdego roku od wejścia Polski do UE zwiększały one wzrost PKB o jedną czwartą, czyli około 1 p.p. Te szacunki są generalnie bardzo podobne do wyników badań międzynarodowych.

Jeden punkt procentowy dodatkowego wzrostu gospodarczego to korzyść o ogromnym znaczeniu. W ostatnich dekadach Polska rozwijała się w średnim tempie niecałych 4%, czyli o około 1,5–2 p.p. szybciej od krajów rozwiniętych. Dzięki tej premii we wzroście wystąpił efekt konwergencji, czyli powolne zbliżanie się wydajności pracy i dochodu per capita do granicy technologicznej. Ów jeden punkt procentowy korzyści z integracji europejskiej odpowiada zatem aż za połowę premii we wzroście gospodarczym w relacji do krajów rozwiniętych. Na przykład od 2004 r. do 2018 r. średni wzrost gospodarczy Polski wyniósł 3,9%, a Niemiec — 1,4%. Dzięki temu PKB na głowę mieszkańca Polski wzrósł z 40% do 60% dochodu per capita Niemiec (po uwzględnieniu tzw. parytetu siły nabywczej, czyli różnic w cenach). Gdyby nie efekt akcesji, zbliżanie do Niemiec byłoby wolniejsze — od 40% do 50%. A może w ogóle by nie nastąpiło.

Unia Europejska jako maszyna konwergencji

Unia Europejska jest najbardziej efektywnym na świecie mechanizmem podnoszenia standardu życia ludności krajów mniej rozwiniętych do poziomu krajów rozwiniętych. Ekonomista Banku Światowego Intermit Gill, który ukuł słynne pojęcie “pułapki średniego dochodu”, nazwał ten mechanizm  “europejską maszyną konwergencji”. Jest to proces, w którym integracja gospodarcza i instytucjonalna prowadzi do szybkiego przepływu technologii, wiedzy i standardów prawnych ułatwiających krajom o niższej produktywności osiągnięcie wyższej od przeciętnej dynamiki wydajności pracy. Europa, w ciągu niemal siedmiu dekad po drugiej wojnie światowej, dzięki integracji stała się obszarem bardziej spójnym gospodarczo, co nie udało się na taką skalę w żadnym innym miejscu na świecie — może częściowo w Azji. Kraje peryferyjne zintegrowanej Europy są włączane nie tylko w intensywną międzynarodową wymianę towarów i inwestycji, co pozwala im na szybsze przyjmowanie i dyfuzję technologii od krajów rozwiniętych, ale też w budowanie kapitału ludzkiego poprzez szybszy przepływ osób oraz kapitału instytucjonalnego w wyniku adopcji standardów prawnych krajów najbardziej rozwiniętych. Jednocześnie liderzy technologiczni i gospodarczy mają dostęp do większych rynków zbytu i tańszej siły roboczej. 

Europejska maszyna konwergencji przynosi zatem korzyści wszystkim jej uczestnikom, a “wejście” do niej to jedna z głównych korzyści, jakie Polska i inne kraje regionu Europy środkowej osiągnęły z integracji z Unią Europejską. Rozbijanie poszczególnych korzyści — z handlu, inwestycji, ze swobodnego przepływu osób i zmian instytucjonalnych — mogłoby rozmazać ogólny obraz synergii, jakie są osiągane między poszczególnymi procesami. To dzięki nim Polska należała w latach 1990–2017 do najszybciej rozwijających się krajów na świecie po uwzględnieniu wyjściowego poziomu rozwoju. Wprawdzie średni wzrost na poziomie niecałych 4% może blednąć w porównaniu z wynikami Chin (około 8%) czy Etiopii (około 10%), ale jeśli porównać go z krajami, które startowały z podobnego poziomu dochodu per capita, Polska należy do jednej czwartej najszybciej rozwijających się krajów świata. A jej PKB per capita w relacji do Niemiec wzrósł w tym czasie do poziomów niewidzianych od pierwszej dużej fali rewolucji przemysłowej w Europie, czyli drugiej połowy XIX w. Jest to zresztą zjawisko obejmujące cały region. Kraje bałtyckie i Słowacja notowały w tym czasie jeszcze szybsze tempo wzrostu, a Rumunia zaczęła osiągać analogiczne tempo od początku procesu integracji w pierwszych latach tego wieku. 

Dlaczego i jak działa europejska maszyna konwergencji? Jest kilka kluczowych mechanizmów, które prowadzą do zbliżania się krajów pod względem PKB per capita. Po pierwsze, cztery swobody rynku europejskiego, czyli wolny przepływ towarów, usług, kapitału i osób, tworzą unikalną w skali świata sieć powiązań między krajami i społeczeństwami — powiązań, które sprzyjają transferowi wiedzy. Po drugie, ustanowienie jednolitego rynku szło w parze z budową wspólnych instytucji prawnych, których celem jest zapewnienie równych reguł gry na tym rynku. Chodzi na przykład o prawo pomocy publicznej, które znacząco ogranicza możliwość wspierania przez rządy firm krajowych w konkurencji z firmami zagranicznymi, czy prawo ochrony konkurencji  uniemożliwiające powstawanie karteli i chroniące rynek przed wykorzystywaniem dominującej pozycji przez największe podmioty. Dziś istnienie regulacji w tych obszarach wydaje się czymś zupełnie oczywistym, jednak wprowadzenie ich na skalę ogólnoeuropejską wymagało potężnego wysiłku politycznego, który nie był i nie jest możliwy w innych organizacjach międzynarodowych. Regulacje te stały się platformą budowy solidnych fundamentów gospodarki rynkowej we wszystkich krajach uczestniczących w procesie integracji, a dla krajów peryferyjnych, nienależących do grupy najbardziej rozwiniętych gospodarek, stały się bodźcem do wprowadzenia zmian, które byłyby bardzo trudne do zainicjowania i utrzymania bez impulsów zewnętrznych. Wreszcie, trzeci istotny mechanizm wpływający na procesy konwergencji, to efekt zakotwiczenia oczekiwań szans na utrzymanie stabilnych instytucji rynkowych i demokratycznych w krajach przechodzących transformację systemową. Badania z obszaru ekonomii instytucjonalnej pokazują, że to zakotwiczanie  pomaga zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu transformacji. 

Polska i cała Europa Środkowa to przypadki szczególne na tle wcześniejszych doświadczeń innych krajów. Do procesu integracji europejskiej przystąpiły bowiem kraje znacznie uboższe, których PKB per capita u progu integracji (w momencie rozpoczynania negocjacji) w wielu przypadkach nie przekraczał jednej trzeciej w relacji do Niemiec. Dochód PKB per capita Polski w stosunku do Niemiec wynosił 32% w roku 1990, a w momencie akcesji do UE — 45%; dziś jest to 60%. Wejście do grupy państw najbardziej rozwiniętych, jeżeli nastąpi, zajmie Polsce jeszcze wiele lat. Ale tempo doganiania Zachodu jest na tle doświadczeń historycznych bardzo wysokie. Nie zadowala ono może tych, którzy snują marzenia o szybkim skoku rozwojowym, ale musi budzić respekt wśród tych, którzy mają choć minimalną wiedzę na temat historii gospodarczej. Japonii przejście od 33% do 60% PKB per capita w relacji do Niemiec zajęło dokładnie tyle czasu, ile Polsce4. Działo się to w latach 1950–1980. Polska podąża ścieżką japońską, a kluczowe pytanie nie dotyczy tego, czy jest to sukces, czy nie — bo odpowiedź na nie jest oczywista,  ale tego, czy możliwe jest utrzymanie takiego tempa konwergencji w przyszłości?

Wykres 1
PKB per capita w relacji do Niemiec (100% w każdym roku), Polski oraz Hiszpaniia) od momentu wstąpienia do WE/UE
Źródło: obliczenia własne na podstawie danych Conference Board
a) Polska podąża bardzo podobną ścieżką konwergencji co Hiszpania, choć startowała z dużo niższego poziomu.

Światowy kryzys finansowy był lampką ostrzegawczą. Ale Europa Środkowa, znajdująca się na obrzeżach największych sztormów finansowych w latach 2008–2013, ma też swoje własne wyzwania. W Polsce i innych krajach regionu w siłę urosły partie polityczne, które kwestionują potrzebę utrzymania standardów instytucjonalnych zbieżnych z panującymi w krajach rozwiniętych. Przykładem mogą być próby podważenia niezależności sądownictwa i nauki w Polsce i na Węgrzech. Z perspektywy długookresowej nie są to na razie zmiany, które mogą podważyć osiągnięcia poprzednich trzydziestu lat, ale wyłom w murze został dokonany. Jeżeli konwergencja gospodarcza opiera się na konwergencji instytucjonalnej, to podważenie tej drugiej stanowi duże ryzyko dla tej pierwszej. 

Co więcej, w percepcji decydentów i w kręgach opiniotwórczych krajów rozwiniętych wraca podział na Europę Zachodnią i Europę Wschodnią, co oznacza, że osłabieniu ulega efekt zakotwiczenia oczekiwań dotyczących stabilności instytucjonalnej. Dziś inwestorzy (czy to krajowi, czy zagraniczni), patrzący długookresowo na Polskę i region, mają niewątpliwie więcej powodów do obaw o stabilność instytucjonalną niż 10–15 lat temu. 

Na razie nie ma jednak żadnych sygnałów, by opisane różnego rodzaju ryzyko odciskało jakiekolwiek piętno na procesach gospodarczych. Wbrew pozorom wstrząsy instytucjonalne na razie nie są na tyle silne, by istotnie zmienić decyzje podmiotów gospodarczych. Obawy formułowane werbalnie nie są jeszcze widoczne w realnych decyzjach inwestycyjnych. Ale zagrożeń na horyzoncie jest więcej i trudno tego nie dostrzec.

Złagodzenie trudnej ścieżki transformacji

Od początku transformacji systemowej, tj. od roku 1989, wiadomo było, że jednym z podstawowych dylematów rozwojowych Polski będzie konieczność połączenia dwóch sprzecznych wymogów — silnej akumulacji kapitału i zwiększenia konsumpcji. Pierwsze było niezbędne do zwiększenia udziału sektora prywatnego w gospodarce, modernizacji majątku produkcyjnego i osiągnięcia wysokich stóp wzrostu gospodarczego; drugie — do zapewnienia społecznego wsparcia wysiłku transformacji i realizacji marzenia o doganianiu Zachodu pod względem standardu życia. Ówczesne doświadczenia i teorie ekonomiczne wskazywały, że mocna akumulacja kapitału jest nieodzowna (choć niewystarczająca), by uruchomić wysoki wzrost gospodarczy. Jednocześnie mocna akumulacja kapitału mogła wymagać ograniczania konsumpcji. Polska i cały region Europy Środkowej podążyły jednak inną ścieżką — oparły swój rozwój na szybkiej integracji z rynkami rozwiniętymi oraz transferze i dyfuzji technologii pochodzących od inwestorów zagranicznych. W Polsce oszczędności i inwestycje nie były bardzo wysokie, ale wysoki był wzrost efektywności. Model ten przyniósł sukces — trwały wzrost gospodarczy i relatywnie wysokie poparcie społeczne dla transformacji. Niedoceniana, a bardzo ważna rola integracji europejskiej polega na tym, że umożliwiła Polsce łagodne rozwiązanie tego dylematu oszczędności i konsumpcji. Dzięki integracji i korzyści z nią związanych Polska mogła dokonać modernizacji i rozbudowy potencjału produkcyjnego, a jednocześnie utrzymać bardzo wysoką jak na kraj wschodzący stopę konsumpcji. 

Polska jest jednym z niewielu krajów, które bardzo wysoki wzrost gospodarczy osiągnęły przy relatywnie niskiej stopie oszczędności, czyli stosunkowo wysokiej stopie konsumpcji. W ciągu trzech dekad od początku transformacji średni udział oszczędności w PKB wynosił 18,5%. Jak widać na wykresie 2, mało jest krajów na świecie, które przy tak niskiej stopie oszczędności osiągnęły tak wysoki wzrost gospodarczy. 

Proces integracji europejskiej odegrał w łagodzeniu wysiłku transformacji rolę podwójną. Z jednej strony stopniowa integracja z rynkiem europejskim oraz kolejne etapy procesu integracji instytucjonalnej z UE5 zwiększały wiarygodność międzynarodową Polski i przyciągały inwestycje zagraniczne, pozwalając na szybką dyfuzję technologii i wysoki wzrost efektywności pracy. Wiarygodność międzynarodowa, jaką dała Polsce integracja z UE od samych jej początków w latach 90., była więc swego rodzaju substytutem dla konieczności utrzymywania wysokiej stopy oszczędności. Pozwalała Polsce na szerszą skalę korzystać z oszczędności zagranicznych i jednocześnie wykorzystywać inwestycje zagraniczne do podnoszenia efektywności.

Jednocześnie bezpośrednia pomoc finansowa w postaci funduszy europejskich pozwoliła na dokonanie skoku rozwojowego w infrastrukturze, którego Polska nie była w stanie wykonać własnym wysiłkiem fiskalnym. W latach 2004–2018 Polska otrzymała z UE 159 mld euro brutto (bez uwzględnienia składki) oraz 107 mld euro netto (po uwzględnieniu zapłaconej składki), co w relacji do łącznego PKB z tych lat wynosiło około 2%. Warto zauważyć, że te środki znacznie przewyższają środki przekazane krajom Europy Zachodniej w ramach  planu Marshalla. Na przykład Francja otrzymała wówczas około 11% w relacji do PKB z 1948 r., a Polska w ramach funduszy UE — około 50%w relacji do PKB z 2004 r.

Wykres 2
Napływ funduszy kapitałowych UE do Polski (w % PKB, lewa oś)a) oraz sieć autostrad w Polsce (w km, prawa oś)
Źródło: obliczenia własne na podstawie danych NBP i Eurostatu
a) Fundusze UE pozwoliły Polsce na nadrobienie cywilizacyjnych zapóźnień, bez konieczności poniesienia istotnych kosztów fiskalnych.

Przed 2008 r., kiedy napływ funduszy zaczął się istotnie zwiększać, udział inwestycji publicznych w PKB nie przekraczał 3%, co pozwalało na utrzymanie bieżącej infrastruktury i nieznaczną jej rozbudowę, ale nie na jakikolwiek postęp jakościowy. Od 2008 r. udział inwestycji publicznych w PKB wzrósł do 4–5%, co oznaczało dodatkowe 20–40 mld zł rocznie na infrastrukturę (w cenach z 2018 r.). Efekty były imponujące. Polska poprawiła jakość infrastruktury najbardziej ze wszystkich krajów regionu, a potwierdzają to oceny zawarte w raporcie o konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego w Davos (Forum jest nie tylko organizatorem znanego spotkania biznesowego, ale też think tankiem). Sieć autostrad wzrosła z 300 do 1600 kilometrów, dzięki czemu do Polski zaczęły napływać nowe inwestycje zagraniczne, co widać na przykład po ogromnej ekspansji sektora logistyki w ostatniej dekadzie (wzrost zatrudnienia o 100%). Do tego wszystkiego dodać można zmiany zachodzące w miastach — wymiana taboru komunikacji miejskiej, zmiany infrastruktury społecznej (boiska, szkoły, baseny, chodniki, parki itd.), poprawa jakości wód dzięki inwestycjom w oczyszczalnie i wodociągi. Bez dostępu do funduszy europejskich te wszystkie zmiany byłyby możliwe tylko przy znacznym przeformułowaniu struktury wydatków publicznych, co mogłoby skutkować wstrząsami politycznymi. 

Podsumowując, integracja europejska pozwoliła Polsce przejść przez pierwsze dekady transformacji łatwiej bez konieczności prowadzenia polityki gospodarczej, która byłaby znacznie bardziej ryzykowna i trudniejsza do zaakceptowania przez społeczeństwo, może nawet niemożliwa. Biorąc pod uwagę wysoką preferencję dla zaangażowania państwa w opiekę społeczną i usługi publiczne, wątpliwe jest, czy Polska mogłaby prowadzić politykę niskich wydatków publicznych, nadwyżek budżetowych, bardzo niskiej inflacji. A tak musiałaby wyglądać polityka makroekonomiczna, gdyby Polska, nie będąc w UE, chciała osiągnąć podobne wyniki gospodarcze. Przy czym nawet przy spełnieniu tych warunków sukces nie byłby pewny. 

Przyszłość nie musi jednak wyglądać tak samo jak przeszłość. Polska oparła swój model rozwojowy na transferach technologii i kapitału z zagranicy, jednak im bardziej jej gospodarka zbliża się pod względem wydajności do krajów rozwiniętych, tym większa musi być rola technologii i inwestycji krajowych.  Zachodnie firmy bowiem nigdy nie będą transferowały do Polski najnowocześniejszych technologii i najbardziej wrażliwej wiedzy biznesowej. Zasoby technologii i wiedzy, decydujące o przewadze konkurencyjnej zachodnich firm, są i pozostaną na Zachodzie. Kolejna przyczyna rosnącego znaczenia krajowego kapitału to przewidywany istotny spadek transferów z UE — o ile w ostatnich 10 latach napływ funduszy z UE do Polski wyniósł około 1,8% PKB, o tyle w kolejnych 10 latach prawdopodobnie nie przekroczy 1,5% PKB.

Włączenie w międzynarodowe łańcuchy wartości dodanej

W latach 80. i 90., gdy Polska przechodziła transformację systemową i wchodziła na ścieżkę integracji europejskiej, światowa gospodarka  zmierzała w kierunku nowej organizacji systemu produkcji. Jednym z kluczowych zjawisk w światowym systemie gospodarczym w ostatnich czterech dekadach był rozwój międzynarodowych łańcuchów dostaw (zwanych często łańcuchami wartości dodanej; dalej, dla uproszczenia, łańcuchy dostaw). Proces produkcyjny podlegał coraz większej fragmentaryzacji, jego elementy rozkładane były na większą liczbę etapów, w które zaangażowana była większa liczba firm na większą skalę geograficzną. Liderami tego procesu były branże motoryzacyjna, elektroniczna i odzieżowa, ale w większości branż widać rosnącą rolę dostaw międzynarodowych, co potwierdza długookresowy — w większości krajów — wzrost udziału dóbr pośrednich w handlu międzynarodowym. Dzięki integracji europejskiej i akcesji do UE Polska została na dużą skalę włączona w międzynarodowe łańcuchy dostaw oraz mogła w tych łańcuchach awansować na coraz wyższe pozycje. Dwukrotnie włączanie firm z Polski w międzynarodowe łańcuchy miało największą dynamikę — tuż przed wejściem do UE, gdy znoszono większość barier w handlu i jasne było, że rozszerzenie UE nastąpi, oraz tuż po kryzysie finansowym z 2008 r., gdy popyt na świecie odbudował się, a jednocześnie firmy międzynarodowe poszukiwały sposobów na optymalizację kosztową. Dzięki temu Polska mogła się stać jednym z najbardziej uprzemysłowionych krajów Europy pod względem udziału przemysłu w zatrudnieniu i wartości dodanej. Co czwarta osoba zatrudniona w Polsce pracuje w sektorze przemysłowym, podczas gdy średnia dla całej UE wynosi 16%, a dla strefy euro niecałe 15% proc. Symboliczny jest fakt, że w ostatnich 10 latach Polska była jedynym (!) krajem UE, w którym wzrósł udział zatrudnienia w przemyśle. 

Na dużą skalę produkuje się w Polsce m.in. układy hamulcowe, układy sterownicze czy poduszki bezpieczeństwa do pojazdów, elementy stalowe i plastikowe do pojazdów, konstrukcje stalowe, opakowania papierowe i plastikowe. Polska jest wielką fabryką części, co jest często opisywane w negatywnych barwach, jako przejaw niskiej złożoności produkcji. Ale jest to błąd. W produkcji dóbr pośrednich, w tym części, można osiągać wysoką wartość dodaną.

Wykres 3
Udział Polski, Czech i Węgiera) w handlu międzynarodowym
Źródło: obliczenia własne na podstawie danych Banku Światowego
a) jeszcze na początku stulecia te trzy kraje odgrywały podobną rolę w światowej wymianie towarów. Dziś udział Polski jest znacząco wyższy od udziału Czech i Węgier, co pokazuje skalę awansu krajowej produkcji w międzynarodowych sieciach dostaw.

Szczególnie istotną rolę w awansie Polski w międzynarodowych łańcuchach dostaw odegrała integracja naszego kraju z niemieckim systemem gospodarczym. Niemcy dla Polski stały się bramą do światowych rynków oraz źródłem transferu technologii, a Polska dla Niemiec — zapleczem przemysłowym pozwalającym tamtejszej gospodarce na znaczące zwiększenie konkurencyjności w relacji do innych potęg przemysłowych. Przejawem rosnącej roli Polski w niemieckich łańcuchach dostaw jest fakt, że Polska zrównała się w 2017 r. z Włochami pod względem udziału w niemieckim imporcie, mimo że jest gospodarką nominalnie wielkości ¼ gospodarki Włoch. Generalnie, od momentu wejścia do UE kraje Europy Środkowej odgrywały coraz większą rolę w łańcuchu dostaw producentów niemieckich, kosztem południowych peryferii Europy, gdzie przemysł był albo blokowany przez problemy strukturalne (Włochy), albo przez nadmierną ekspansję sektora usług budowlanych (Hiszpania). 

Porównanie pozycji Polski i Włoch w niemieckich łańcuchach dostaw pozwala dostrzec, że istotną rolę w awansie w międzynarodowych łańcuchach odgrywa zdolność kraju do wykorzystywania słabości niektórych krajów tzw. centrum światowego systemu gospodarczego. Polsce się to udawało w ostatnich 15 latach. Dzięki wysokiej stabilności makroekonomicznej i powiązaniom z Niemcami Polska wykorzystała kryzys strefy euro do umocnienia swojej pozycji na wielu rynkach, na których dominowali producenci z krajów dotkniętych kryzysem. Paradoksalnie, dla Polski kryzys okazał się zjawiskiem korzystnym. 

Widać to na przykładzie stolarki okiennej i drzwiowej, czyli branży, w której Polska jest obecnie największym eksporterem w UE (eksport sięga 800 mln euro rocznie), przed Niemcami (około 500 mln euro). 

W latach 2007–2017 eksport do Niemiec, czyli na najważniejszy rynek zbytu, zwiększył się ponadczterokrotnie i to jest dobra miara sukcesu ilościowego. Ale miarą sukcesu jakościowego jest wzrost eksportu do Francji — niemal dziesięciokrotny. Przed kryzysem finansowym drzwi i okna z Polski były na francuskim rynku niemal nieobecne, dziś stanowią około 10% sprzedaży. Poważnie wzrósł też eksport do Włoch, czyli kraju, który miał tradycyjnie mocną pozycję w branżach związanych z wyposażeniem domu. Najbardziej oczywistą przyczyną skokowego wzrostu obecności produktów z Polski na tych rynkach jest fakt, że są one dobrej jakości i mają też konkurencyjną cenę, co w okresie kryzysowym było dla europejskich konsumentów argumentem decydującym. 

Inną branżą, która stanowiącą przykład, jak kraj półperyferyjny może wykorzystać kryzys w centrum światowego systemu gospodarczego do poprawy swojej pozycji w tym systemie, jest sektor meblarski — bardzo istotny element polskiego przemysłu, ponieważ jest zdominowany przez polski kapitał. Kryzys finansowy wyeliminował z rynku tysiące firm, które miały wskaźniki zadłużenia nieprzygotowane na znaczące spowolnienie przychodów. W samej branży meblarskiej w największych krajach UE po 2009 r. liczba firm zmniejszyła się o 3,5 tys., najwięcej w Hiszpanii, we Włoszech i w Portugalii, czyli krajach najmocniej dotkniętych kryzysem. W tym samym czasie w Polsce  przybyło 200 firm, a eksport Polski do trzech wymienionych krajów w latach 2007–2017  wzrósł z 220 do 660 mln euro. Stało się to w warunkach załamania popytu konsumpcyjnego w tych krajach. Nawet w 2017 r. wartość konsumpcji po uwzględnieniu zmian cen była w krajach południowej Europy niższa niż w 2007 r. Fakt, że w takich warunkach eksport mebli z Polski do tych krajów potroił się, wskazuje, że zaciskanie pasa przez europejskich konsumentów sprzyjało wzrostowi sprzedaży przez firmy z Polski, które oferowały bardzo korzystną relację jakości do ceny. 

Dobrym przykładem eksportowego sukcesu producentów z Polski jest również sektor rolno-spożywczy. W latach 2004–2017 sprzedaż za granicę produktów tego sektora zwiększyła się o 350%. Akcesja do UE stała się szansą dla polskich producentów żywności na zaistnienie na rynkach międzynarodowych, choć przed akcesją obawiali się ewentualnej konkurencji zagranicznej. 

Te przykłady mogą nie zadowolić kogoś, kto oczekuje, że Polska zacznie podbijać światowe rynki w dziedzinach wysokich technologii, że powstaną polscy konkurenci dla Volkswagena i Mercedesa, Google’a i Facebooka itd. Ale marzenia o skokowym awansie Polski na najwyższe pozycje w międzynarodowych łańcuchach dostaw to są mrzonki nieuwzględniające realnych mechanizmów gospodarczych. W rozwoju systematyczność jest znacznie ważniejsza od spektakularnych dynamik. Dzięki obecności w UE i silnej integracji z Niemcami, Polska jest bardzo blisko centrum gospodarczego świata i ma otwarte pole do budowania swojej pozycji na kolejnych rynkach, wykorzystując “potknięcia” liderów. 

Choć osiągnięcia Polski w integracji ze światowym systemem gospodarczym są imponujące, to skala wyzwań na przyszłość również jest ogromna. Oto kilka kwestii, których wyjaśnienie zdeterminuje przyszłą pozycję Polski w światowych łańcuchach dostaw. 

Po pierwsze, czy polski przemysł, który stopniowo zwiększa zaawansowanie technologiczne, nie potrzebuje jeszcze większych inwestycji w kapitał wiedzy? Od wielu lat, zgodnie z wytycznymi ONZ, nakłady na wiedzę traktuje się jako element inwestycji. Stopa tych inwestycji, czyli udział nakładów na własność intelektualną w PKB, w Polsce jest na dużo niższym poziomie niż w Czechach czy na Węgrzech, nie mówiąc o Europie Zachodniej. W jakiejś mierze może to być wynik niskich zachęt podatkowych do ponoszenia takich kosztów przez firmy, ale wątpliwe jest, by było to jedyne wyjaśnienie. W Polsce problemem jest nie tylko to, że nakłady na kapitał intelektualny są niskie, ale również to, że w przeciwieństwie do Czech czy Węgier nie rosną — i to jest bardziej niepokojące. Równie prawdopodobne wydaje się to, że do niskich nakładów na wiedzę zachęcają bodźce rynkowe. Pozycja firm w łańcuchach dostaw sprawia, że wiele z nich nie czuje potrzeby inwestowania w wiedzę. A jednocześnie wysoki stopień rozdrobnienia w niektórych branżach, jak np. meblarskiej, sprawia, że firmy nie generują wystarczających przepływów finansowych, by ponosić duże ryzyko takich inwestycji. Polityka gospodarcza ma ograniczone możliwości modyfikowania tych bodźców. Jak pokazuje doświadczenie lat 2011–2015, gdy do Polski płynął szeroki strumień funduszy unijnych przeznaczonych również na innowacje, wpływ bezpośrednich zachęt publicznych do innowacji na faktyczne innowacje był ograniczony. Nie zwiększyły się nakłady na wiedzę w okresie napływu funduszy UE. Polityka publiczna powinna prawdopodobnie bardziej koncentrować się na bodźcowaniu do zmian, które mają wpływ na innowacje, a nie do samych innowacji. Czyli m.in. powinna premiować duże firmy prowadzące ekspansję międzynarodową, zamiast koncentrować się na wspieraniu sektora małych przedsiębiorstw. 

Po drugie, co związane jest bezpośrednio z pierwszym pytaniem, czy polskie firmy przemysłowe są gotowe na rewolucję cyfrową? Nakłady na cyfryzację w Polsce są bardzo niskie w porównaniu z Czechami lub Węgrami, co może być następstwem modelu rozwoju opartego na taniej sile roboczej. Jeżeli kapitał informatyczny i komunikacyjny będzie zyskiwał na znaczeniu w światowym przemyśle wraz z kapitałem intelektualnym, wówczas przewagi konkurencyjne Polski mogą ulec częściowej erozji. Wraz ze wzrostem płac produkcja niektórych towarów może migrować do krajów mniej rozwiniętych, jak Ukraina czy na Bałkany, tym bardziej jeżeli dojdzie do poszerzenia Unii Europejskiej. Produkcja zaś, która będzie podlegała automatyzacji, może w większym stopniu koncentrować się w krajach rozwiniętych. 

Po trzecie, czy strategiczna pozycja polskiego przemysłu nie jest zagrożona przez rosnący protekcjonizm i wojny handlowe? Chodzi tu nie tylko o ewentualne ograniczenia w przepływach towarów, ale i przede wszystkim o narastające w krajach zachodnich, takich jak Francja, Włochy czy Stany Zjednoczone, przekonanie, że globalizacja handlowa doprowadziła do negatywnych skutków dla dobrobytu tamtejszych klas średnich. Polska ewidentnie skorzystała na globalizacji poprzez lokowanie w kraju elementów łańcuchów dostaw międzynarodowych firm oraz specjalizację w produkcji niektórych towarów, jak sprzęt AGD czy meble. Jeżeli kraje zachodnie zaczną się powoli wycofywać z ochrony globalizacji, czego przejawy już widać, wówczas model gospodarczy, na którym opiera się sukces przemysłowy Polski, ulegnie zmianom w nieprzewidywalnym kierunku. 

Po czwarte, czy miejsce Polski w światowym systemie gospodarczym nie będzie sprzyjało “zakonserwowaniu” roli polskiego przemysłu na pozycjach poddostawców średniozaawansowanych towarów? Polski przemysł zwiększa zaawansowanie produkcji i stopień przetworzenia produkowanych towarów,  jednak z obecnej pozycji wciąż jest ogromne pole do dalszego awansu technologicznego i generowania coraz wyższej wartości dodanej, więc nie jest to wyzwanie na dzień dzisiejszy. Ale łańcuchy dostaw i specjalizacja mają to do siebie, że zajęte miejsce ciężko jest zmienić. Można awansować w ramach obszarów, w których zajmuje się istotną pozycję, lecz trudno wejść na zupełnie nowe poziomy. Na przykład firmy w Polsce mają ogromne pole do zwiększania wartości dodanej z wykorzystaniem automatyzacji, ale mają też bardzo ograniczone możliwości budowania własnych sieci sprzedaży na świecie oraz własnej marki. Dobrym przykładem może być branża tu pominięta, a odgrywająca dużą rolę w polskim przetwórstwie — produkcja żywności. Od wielu lat polskie firmy spożywcze starają się wejść na rynki azjatyckie, jednak nie udaje im się to bezpośrednio, lecz jedynie poprzez pośredników z Niemiec czy Holandii, którzy oczywiście generują w całym procesie największe marże. Marka i sprzedaż to są te elementy łańcucha dostaw, które firmom w Polsce może będzie najtrudniej rozbudować.

Polska w Unii Europejskiej — wyzwania na kolejne lata

Najciekawsze pytanie, które można postawić po 15 latach członkostwa Polski w UE, dotyczy tego, jak będzie wyglądało kolejnych 15 lat. Ale próba odpowiedzi na to pytanie jest zbyt bliska śmiałej futurologii. Bardziej realistyczne podejście to identyfikacja kluczowych wyzwań ekonomicznego aspektu obecności Polski w Unii Europejskiej. Niektóre z tych wyzwań zostały już opisane. Są to m.in. wstrząsy instytucjonalne w Europie Środkowej, zmiany paradygmatów rozwojowych czy poszukiwanie nowych ścieżek awansu w międzynarodowych łańcuchach dostaw. W tym miejscu wyzwania te zostaną przyporządkowane do dużych problemów, z jakimi zmierzy się Polska w najbliższych latach. 

Można zidentyfikować dwa obszary strategicznych wyzwań gospodarczych aspektów członkostwa Polski w UE. Pierwszy to zagrożenia dla fundamentalnych swobód jednolitego rynku europejskiego lub patrząc szerzej — zagrożenia dla globalizacji, której Polska jest ewidentnym beneficjentem. W krajach rozwiniętych coraz większa jest presja polityczna na stosowanie instrumentów protekcjonizmu, co stawia kraje korzystające na rozwoju handlu międzynarodowego w trudnej sytuacji. Drugi to konieczność odpowiedzi na pytanie o przyszłość Polski w strefie euro. Dotyczy ono nie tylko kwestii zmiany waluty, ale też zdefiniowania roli Polski w UE, która będzie w coraz większym stopniu unią jednej waluty. 

Utrzymanie reguł rządzących czterema swobodami jednolitego rynku stoi pod znakiem zapytania. Swobody te nigdy nie były pełne, ale dziś większa jest presja polityczna na ich ograniczanie niż wzmacnianie. Wprawdzie UE realizuje wiele ambitnych projektów wzmacniających wspólny rynek, takich jak m.in. inwestycje w sieci transeuropejskie, budowa jednolitego rynku energetycznego czy realizacja agendy cyfrowej, ale są to projekty o charakterze technokratycznym, będące jeszcze spadkiem po strategiach opracowanych przed kryzysem finansowym. Fundamentalna zmiana, która nastąpiła w latach po kryzysie, to wzrost przekonania społeczeństw Europy Zachodniej, że globalizacja i integracja z rynkami wschodzącymi przyniosły im więcej strat niż korzyści, że wzrost dochodów klasy średniej krajów Europy Środkowej odbywał się kosztem spadku dobrobytu klas średnich krajów starej Europy. Symptomatyczna może być opinia dwóch liberalnych brytyjskich ekonomistów, Martina Wolfa i Aldaira Turnera, że otwarcie rynku brytyjskiego na imigrantów z Europy Środkowej było zbyt szybkie i mogło się przyczynić do wzrostu antyeuropejskich nastrojów w brytyjskim społeczeństwie. Skoro nawet postępowi eksperci z rezerwą podchodzą do opisywania korzyści z integracji europejskiej i związanych z nią swobód, to czego można oczekiwać po  czołowych politykach? Ta wstrzemięźliwość wobec globalizacji i swobód rynkowych w UE znajduje już powoli przełożenie na realne decyzje polityczne. Na przykład zmiany w regulacjach w sprawie delegowania pracowników to ewidentny sygnał, że przewagi konkurencyjne Polski i innych krajów Europy Środkowej mogą być ograniczane. Oczywisty jest fakt, że kraje uboższe UE opierają swoje przewagi na taniej silne roboczej, tak jak kraje zamożniejsze korzystają na niższym koszcie kapitału. Między tymi przewagami istnieje w UE jako taka równowaga, a próba regulacyjnej ingerencji to uderzenie w strategiczne interesy krajów Europy Środkowej.

Wyzwanie dotyczące obecności Polski w strefie euro ma inny charakter. W większym stopniu odnosi się do określenia własnej strategii niż do odpowiedzi na zmiany w otoczeniu zewnętrznym. A określenie tej strategii będzie bardzo trudne, ponieważ ścierają się bardzo mocne argumenty dwóch sprzecznych wariantów. 

Argumenty za relatywnie szybkim (w perspektywie dekady) przystąpieniem Polski do strefy euro dzielą się na dwie grupy. Z jednej strony padają tradycyjne argumenty ekonomiczne — obecność w strefie euro obniży ryzyko kursowe i wzmocni handel, zmniejszy koszt kapitału i przyczyni się do zwiększenia inwestycji, a w ogólnym zarysie może pomóc Polsce awansować w międzynarodowych łańcuchach dostaw. Z drugiej strony od kilku lat coraz częściej padają argumenty polityczne — przyjęcie euro ma być kotwicą dla obecności Polski w UE i, patrząc szerzej, w strukturach zachodniego systemu politycznego i gospodarczego. Akcesja do strefy euro coraz częściej opisywana jest jako postulat polityczny i wręcz cywilizacyjny, a nie tylko ekonomiczny. Po brexicie UE w znacznie większym stopniu będzie zdominowana przez kraje posiadające euro i w długim okresie struktury decyzyjne strefy euro i UE mogą się powoli na siebie nakładać. To może pogorszyć pozycję krajów posiadających własną walutę i doprowadzić do ich stopniowego dryfu śladami Wielkiej Brytanii. 

Argumenty przeciw zmianie waluty są równie silne. Strefa euro będzie permanentnie niestabilna, dopóki unii monetarnej nie będzie towarzyszyła unia polityczna, a takiej możliwości na horyzoncie nie widać. Brak też sygnałów, że strefa euro będzie miała własny, duży budżet, zdolny wspierać wspólne cele polityki społecznej, czy wprowadzi  wspólne obligacje, wspólne podatki i inne instrumenty polityki gospodarczej. Nawet jeżeli zręby unii politycznej udałoby się uzgodnić na szczeblu międzyrządowym, bardzo wątpliwe jest, by zostało to zaakceptowane w parlamentach krajowych lub referendach. 

Jak wskazuje znany belgijski ekonomista Paul de Grauwe, bez unii politycznej i bez własnej polityki pieniężnej kraje strefy euro są jak uboższe rynki wschodzące, zadłużające się w walucie, której nie kontrolują, i przez to stają się bardzo wrażliwe na kaprysy rynków finansowych. Euro zamiast zwiększać stabilność, zmniejsza ją. Zamiast promować spójność i konwergencję, generuje konflikty i dywergencję.


Polska odniosła ogromne korzyści z obecności w UE, i to na wielu polach. Integracja europejska umożliwiła jej  przede wszystkim doganianie Zachodu pod względem PKB per capita oraz uczyniła ten proces łagodniejszym, niż mógłby on wyglądać w alternatywnych scenariuszach. Mechanizmy odpowiedzialne za ten sukces wciąż działają i jest wiele powodów, by sądzić, że postęp gospodarczy wywołany korzyściami z członkostwa będzie kontynuowany. Ale jednocześnie można postawić tezę, że najniżej wiszące owoce transformacji systemowej i integracji europejskiej już zostały zerwane. Wybory strategiczne stają się coraz trudniejsze i nieoczywiste.


  1. Zob. H. Badinger, Growth Effects of Economic Integration: Evidence from the EU Member States, “Review of World Economics” 2005, nr 1, s. 50–78; N.F. Camposi inni, Institutional integration and economic growth in Europe, “Journal of Monetary Economics” sierpień 2018 r.; M. Henrekson i inni, Growth Effects of European Integration, “European Economic Review” 1997, nr 8,  s. 1537–1557;  J.K. Dreyer, P.A. Schmid, Growth effects of EU and EZ memberships: Empirical findings from the first 15 years of the Euro, “Economic Modelling” 2017, t. 67, s. 45–54; J. Crespo-Cuaresma, Growth, convergence and EU membership, “Applied Economics” 2008, nr  5, s. 643–656; A. Boltho, B. Eichgreen, The Economic Impact of European Integration, “CEPR Discussion Paper” 2008, nr 6820.
  2. N.F. Campos i inni, Institutional integration and economic growth in Europe, “Journal of Monetary Economics” sierpień 2018 r.
  3. E. Ambroziak, Wpływ integracji europejskiej na wzrost gospodarczy, “Studia Prawno-Ekonomiczne” 2005, t. XCIV, s. 187–201.
  4. Wszystkie dane na podstawie Total Economy Database, Conference Board, edycja 2018
  5. Od umowy stowarzyszeniowej ze WE, przez złożenie wniosku o członkostwo w UE i deklarację woli rozszerzenia ze strony UE, po finał negocjacji w 2002 r. i samą akcesję w 2004 r.